Jak ten czas leci... No właśnie, jak? Czy ktokolwiek się nad tym zastanawiał? Czy czas ma skrzydła? A może idzie do kasy, przechodzi odprawę i wsiada na pokład samolotu? Nie wmówicie mi, że ma prywatny helikopter!
Dobrze, żarty żartami, ale mówią, że im więcej robi się dygresji, tym ma się starszy umysł. W takim razie, ja mam co najmniej dwieście lat, tak na co dzień. I widzicie, drodzy czytelnicy (mam jeszcze jakichś?), znów odbiegam od tematu.
Teraz już tak na poważnie. Porzuciłam bloga, nie było siły. Studia, mnóstwo nauki, przeklęta, prześladująca mnie od czasów dziecięcych, gramatyka. I potwór najgorszy ze wszystkich - SESJA.
Co piszczy w trawie, czyli jak wygląda sesja?
Sesja egzaminacyjna - brzmi i wygląda strasznie - a wcale taka straszna nie jest. Owszem, wyczerpuje, psychicznie i fizycznie, pojawiają się wątpliwości i przekleństwa kierowane do wszystkich teoretycznie istniejących (a także tych nieistniejących) bóstw, załamania nerwowe, depresja, stany lękowe... Ale to wszystko da się przeżyć.
Najgorszy jest zawsze pierwszy raz. I sesja ustna. W dodatku nieplanowana. Już wyjaśniam, o co chodzi. Miałam tamtego czasu pozaliczane już wszystkie przedmioty - z wyjątkiem przeklętej gramatyki. Gramatyka stanęła mi kością w gardle i ani jej przełknąć, ani wypluć. Tkwi. Dzielnie więc chodziłam za naszą legendarną profesorką (nazwiska nie podam, jeszcze mnie znajdzie i ukatrupi), a ona łaskawie pozwalała mi poprawiać przeraźliwej długości i trudności kolokwia, raz po raz. Aż przyszedł ten dzień. Dzień, w którym dowiedziałam się, że dostanę zaliczenie z przedmiotu, jeśli tylko (sic!) pokonam kolokwium podsumowujące z całego semestru gramatyki. Zanim się obejrzałam, siedziałam nad książkami i kułam na potęgę. Mój kręgosłup nie był zadowolony z ośmiu godzin spędzonych w bezruchu, ale dopięłam swego. ZDAŁAM KOLOKWIUM. Ale, ale, nie tak prędko. Najpierw musiałam poczekać, aż zostanie sprawdzone. A był już czas najwyższy - jutro miałam iść na sesję ustną. Dowiedziałam się w końcu po południu (oczywiście musiałam wysiedzieć swoje kilka godzin przed gabinetem szanownej pani profesor), że udało mi się zaliczyć, ponadto, udało mi się zaliczyć z NIEZŁYM rezultatem! Poważnie, zrobiłam tylko kilka karygodnych błędów, kując przez osiem godzin coś, czego nienawidzę. Czego chcieć więcej?
Egzamin ustny
Dobrze, świetnie, mogę podchodzić do sesji! Świetnie? Dobrze? No, nie bardzo. Byłam przekonana, że nie zaliczę kolokwium, więc o przyszłości myślałam na spokojnie - wywalą mnie z uczelni i będzie trzeba czekać na nowe terminy rekrutacji. Luz blues. Już mi wszystko jedno, i tak nic nie zmienię. A tu - niespodzianka. Mogę zdawać ustny egzamin. Wielkie zdziwienie i... w płacz. Nie poradzę sobie. No bo jak to? Nawet nie będę mogła zdawać z moim chłopakiem, bo już wcześniej ta sama ukochana profesor gramatyki dała mu jasno do zrozumienia, że nie zdąży na czas wszystkiego poprawić (Co zresztą nie było prawdą, według praw uczelni, ale o tym innym razem). Wielkie wahanie - podchodzić, nie podchodzić? Podeszłam. Raz się żyje. Na szczęście pod ręką miałam uczynnego kolegę, który zgodził się zdawać ze mną.
Nadszedł wielki dzień. Stres od rana niewyobrażalny. Chłopaka zostawiłam w domu, żeby nie rozpraszał i potuptałam na uczelnię. Poczekaliśmy do odpowiedniej godziny i... Można wchodzić w parach w dowolnej kolejności. Nikt się nie kwapił - więc poszliśmy - na pierwszy ogień, żeby mieć z głowy. O tym, co działo się za drzwiami sali wam nie opowiem. Nie, nie, to żadna tajemnica. Coś bardzo błahego - nie pamiętam nic. Stres wyparł.
Pamiętam jednak, że nie było tak źle, jak się spodziewałam, mimo oceniających spojrzeń komisji i notatek czynionych w każdej sekundzie mojej wypowiedzi (dodam, że kolega bardziej wygadany i nie popełniał błędów przy mówieniu - i oczywiście przy jego wypowiedziach nic nie zapisywano - dodatkowy stres, wszystko mam źle, zaraz wybiegnę z płaczem). Dałam radę. Poprawka, daliśmy radę, bo kolega uspokajał i pocieszał, generalnie wspierał po swojemu. Dobra - ustny egzamin, teraz już z górki.
Egzamin pisemny
Niby wszystko cacy, ale coś nie gra. Mamy tam siedzieć dziewięć godzin?! Tak, tak, dobrze przeczytaliście. Dziewięć godzin na uczelni, w ekstremalnie niewygodnym stroju galowym... I ze świeżym umysłem podchodzić do każdego egzaminu... Realia studiów, niestety. Egzamin, przerwa, egzamin, przerwa, egzamin... I tak dalej. Egzaminy były długie, a to był dopiero pierwszy dzień. Szkoda opisywać reszty, wyglądała podobnie.
Nareszcie koniec. Koniec trudów i mąk! Wolność. Czekamy na wyniki, uczęszczając w tym czasie na zajęcia drugiego semestru. Gdzie jest haczyk? No właśnie.
Haczyk, czyli czemu mnie ostatecznie wywalili
Otóż chodzi o to, że są dwa terminy sesji - normalny termin i sesja poprawkowa. ALE. Jeśli student z jakiegoś powodu nie podejdzie do sesji w pierwszym terminie, termin sesji poprawkowej staje się automatycznie jego pierwszym i ostatnim terminem. Ja natomiast nie zdążyłam zaliczyć wszystkich przedmiotów do pierwszego terminu sesji, więc moja pierwsza i ostatnia szansa na zdanie to termin poprawki. No i tu na moim losie zaważyła... taaak, gramatyka! Ucząc się bowiem pilnie, by pozaliczać kolokwia z tego wspaniałego przedmiotu, nie miałam czasu nawet zajrzeć do książek tudzież notatek z innych przedmiotów. I w ten sposób nie zaliczyłam sesji. Nie miałam kiedy się do niej uczyć, ponieważ walczyłam, żeby w ogóle do niej podejść. I tu się kończy moja ciekawa i obfitująca w wydarzenia (bardziej, niżbym chciała) historia pierwszego podejścia do studiów.
Potem się załamałam, nie miałam serca wracać na bloga, nie miałam serca do niczego. Dopiero teraz złapałam wenę w żagle i postanowiłam wrócić. Aktualnie czekam na wyniki rekrutacji (mają się pojawić trzynastego lipca, trzymajcie kciuki), już nie na KMT, ale na podobny kierunek, nastawiony jednak bardziej na kulturę i literaturę, a mniej na media.
(Notka dla ciekawskich: KMT = kultura - media - translacja
KAOJ = kultura i literatura angielskiego obszaru językowego)
Startuję też równolegle na dwa inne kierunki (moja furtka bezpieczeństwa, gdybym nie dostała się na KAOJ): specjalność nauczycielska z informatyką oraz tłumaczeniowa z językami Indii.
Ależ się rozpisałam! A to dopiero wierzchołek góry lodowej tego, co chciałam opowiedzieć.
Ale będzie po temu dużo okazji, będę tu wracać co piątek (chyba, że wena złapie mnie wcześniej, ale w piątki możecie sprawdzać bloga).
Na koniec - wreszcie zabrałam się za Sienkiewicza! "Ogniem i mieczem" już za mną, aktualnie czytam "Potop"... Ale więcej informacji w następnym poście! Trzymajcie się i uwaga na chrabąszcze czerwcowe... yyyy, majowe.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2017. Pokaż wszystkie posty
piątek, 7 lipca 2017
Wielki Powrót i sprawozdanie z sesji
Etykiety:
2017,
angielski,
beznadziejność,
blog,
czytelnia,
czytelnicy,
ja,
Kącik Książkowy,
książki,
ogłoszenia,
przeprosiny,
studia
Lokalizacja:
Sosnowiec, Polska
niedziela, 3 stycznia 2016
(prawie) Koniec z Holmesem i druga część wyzwania
Witajcie! Na początek ogłoszenie. Kolejne siedem opowiadań za mną. Dokończyłam tym samym książkę "Przygody Sherlocka Holmesa". Pozostało mi kilka w "Pamiętnikach/Wspomnieniach Sherlocka Holmesa", jednakże tom ten zaginął w czeluściach mojego domu. Uznałam też, że nie będę czekać z czytaniem kolejnych powieści, aż przetłumaczę "Sense and Sensibility and Sea Monsters", bo zajęłoby mi to po prostu za dużo czasu.
Więc zabieram się za czytanie sagi o Wiedźminie, a czynności translatorskie będę wykonywać w tym samym czasie.
Poniżej spis przeczytanych opowiadań:
* "Stowarzyszenie Rudowłosych"
* "Ostatnia zagadka"
* "Pusty dom"
* "Trzej studenci"
* "Przedsiębiorca budowlany z Norwood"
* "Zabójstwo przy moście"
* "Samotna cyklistka"
* "Ostatnia zagadka"
* "Pusty dom"
* "Trzej studenci"
* "Przedsiębiorca budowlany z Norwood"
* "Zabójstwo przy moście"
* "Samotna cyklistka"
W tym tomie znajduje się jeszcze jedno opowiadanie - "Brylant kardynała Mazariniego", ale - niestety - nie jestem zdolna go przeczytać, wydanie jest bowiem zniszczone i brakuje kilkunastu ostatnich stron.
Zabieramy się zatem za sagę o Wiedźminie, a "Przygody Sherlocka Holmesa" posłużą do spełnienia jednego z kryteriów wyzwania 2016 - 2017.
Poniżej przedstawiam drugą część wyzwania:
CZYTELNICZE WYZWANIE 2016
WERSJA PODSTAWOWA
1. Pisana z punktu widzenia dziecka
2. Autor ma na imię tak samo, jak ja
3. Wydana jak najbliżej dokładnej daty moich dziesiątych urodzin
4. Więcej, niż 300 stron
5. Ma więcej, niż pięć części
6. Polski autor urodzony w twoim województwie
7. Wydana w 2016 roku
8. Na jej podstawie powstał film (dla utrudnienia - gra)
9. Ma trzech autorów
10. Książka ulubionego autora, której do tej pory nie przeczytałam
11. Napisana przez kogoś przed 20-tką
12. Z gatunku, za którym nie przepadam
13. Książka, do której lubię wracać
14. Polecona przez kogoś
15. Ma zaskakujące zakończenie
16. Oparta na prawdziwej historii
17. Zekranizowana w 2015 roku
18. Wydana oryginalnie w języku innym, niż polski i angielski
19. Główny bohater ma takie same inicjały, jak mój nauczyciel angielskiego
20. Bez wątku miłosnego
21. Główny bohater ma rude włosy
22. Porusza temat tabu
23. Akcja toczy się w czasie wojny
24. Główny bohater ma imię podobne do mojego
25. Bez szczęśliwego zakończenia
26. Wybrana ze względu na okładkę
27. Przeczytana w dzieciństwie
28. Ma minimum 100 lat
1. Pisana z punktu widzenia dziecka
2. Autor ma na imię tak samo, jak ja
3. Wydana jak najbliżej dokładnej daty moich dziesiątych urodzin
4. Więcej, niż 300 stron
5. Ma więcej, niż pięć części
6. Polski autor urodzony w twoim województwie
7. Wydana w 2016 roku
8. Na jej podstawie powstał film (dla utrudnienia - gra)
9. Ma trzech autorów
10. Książka ulubionego autora, której do tej pory nie przeczytałam
11. Napisana przez kogoś przed 20-tką
12. Z gatunku, za którym nie przepadam
13. Książka, do której lubię wracać
14. Polecona przez kogoś
15. Ma zaskakujące zakończenie
16. Oparta na prawdziwej historii
17. Zekranizowana w 2015 roku
18. Wydana oryginalnie w języku innym, niż polski i angielski
19. Główny bohater ma takie same inicjały, jak mój nauczyciel angielskiego
20. Bez wątku miłosnego
21. Główny bohater ma rude włosy
22. Porusza temat tabu
23. Akcja toczy się w czasie wojny
24. Główny bohater ma imię podobne do mojego
25. Bez szczęśliwego zakończenia
26. Wybrana ze względu na okładkę
27. Przeczytana w dzieciństwie
28. Ma minimum 100 lat
NA DOKŁADKĘ (DLA CHĘTNYCH)
° Lektura szkolna
° Akcja toczy się poza Europą i Ameryką Północną
° Ma więcej, niż 800 stron
° Biografia
° Z wątkiem świątecznym
° Debiutancka książka mojego ulubionego autora
° Po angielsku
° Książka ulubionego autora mojego przyjaciela
° Zaczęłam, ale nie skończyłam
° Książka, którą znajdę w księgarni, bibliotece lub antykwariacie
° Książka autora, o którym nigdy nie słyszałam
° Z liczbą w tytule
° Lektura szkolna
° Akcja toczy się poza Europą i Ameryką Północną
° Ma więcej, niż 800 stron
° Biografia
° Z wątkiem świątecznym
° Debiutancka książka mojego ulubionego autora
° Po angielsku
° Książka ulubionego autora mojego przyjaciela
° Zaczęłam, ale nie skończyłam
° Książka, którą znajdę w księgarni, bibliotece lub antykwariacie
° Książka autora, o którym nigdy nie słyszałam
° Z liczbą w tytule
A JEŚLI JEST CI WCIĄŻ MAŁO... (DLA CHĘTNYCH BĄDŹ NA WYMIANĘ)
¤ Bawi do łez
¤ Książka, którą znajdziesz u babci (niekoniecznie twojej)
¤ Imię w tytule
¤ Horror
¤ Książka z "Czarnej serii"
¤ Książka o platonicznej miłości
¤ Z wątkiem uzależnień
¤ Nazwa miasta w tytule
¤ Mrozi krew w żyłach
¤ Tytuł ma tyle samo sylab, co twoje imię
¤ Ma więcej, niż siedmiu bohaterów
¤ Bawi do łez
¤ Książka, którą znajdziesz u babci (niekoniecznie twojej)
¤ Imię w tytule
¤ Horror
¤ Książka z "Czarnej serii"
¤ Książka o platonicznej miłości
¤ Z wątkiem uzależnień
¤ Nazwa miasta w tytule
¤ Mrozi krew w żyłach
¤ Tytuł ma tyle samo sylab, co twoje imię
¤ Ma więcej, niż siedmiu bohaterów
Jutro podam kolejną część wyzwania, mam nadzieję, że wam się podoba. Chciałam tylko zaznaczyć, że jeśli jakieś kryterium się powtarza, należy spełnić każde oddzielnie.
Zaczynam "Ostatnie życzenie" Andrzeja Sapkowskiego, a tymczasem cytat na dziś:
"To niegroźny gość. Nazywa się Parker, dusiciel z zawodu i prawdziwy mistrzw grze na organkach. Nic sobie z nie robię."
(z opowiadania "Pusty dom")
(z opowiadania "Pusty dom")
Do przeczytania!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)